poniedziałek, 15 kwietnia 2013

17. Higiena

- Nie przepraszaj, tylko spróbuj wyjechać jakoś  stąd ! - krzyczała bardzo zdenerwowana siostra.
- Dobra, coś wykombinuję - powiedział stanowczo Riker. - Trzymaj się !
Po tych słowach blondyn gwałtownie zakręcił prawo i wjechał na chodnik, gdzie było pełno ludzi. Przechodni spanikowali, odsunęli się od samochodu Lynch'ów na bezpieczną odległość. Rydel nie wiedziała co się dzieje. Nie sądziła, że jej brat jest zdolny do takiego czegoś. Szybko zapięła pasy i mocno złapała się tapicerki. Riker po wjechaniu na chodnik, zawrócił jadąc cały czas po chodniku. Zrobiło się duże zamieszanie. Wszyscy krzyczeli i odsuwali się, robiąc swobodny przejazd blondynowi. Rydel patrzała na brata z niedowierzaniem. On pewnie jechał po chodniku, nie zważając na nic. Tak długo jechał, dopóki nie dojechał do tego skrętu gdzie miał skręcić wcześniej. Rozejrzał się w lewo i prawo, nic nie jechało. Następnie szybko wjechał na właściwy pas i skręcił w odpowiednią drogę prowadzącą do domu. Rydel cały czas patrzała na brata z otwartą buzią. Trzymała się cały czas tej tapicerki, jakby się do niej przykleiła, bo nie wiedziała czy jej brat nie zrobi znowu czegoś głupiego. Było cicho, Riker spojrzał na jeszcze zszokowaną siostrę.
- No co ? - zapytał głupio.
- Yyy..nie wiem co powiedzieć.
- Kazałaś mi jakoś wyjechać. Więc wyjechałem - uśmiechnął się.
- Taak, ale nie sądziłam, że wjedziesz na chodnik robiąc zamieszanie i łamiąc przepisy. - mówiła trochę nerwowo blondynka.
- Oj tam tam. Nikomu nic się nie stało, więc spokojnie. - rzekł.
- No ale mogło się coś stać. Miałeś szczęście, że nie było tam policji. Jeszcze byś dostał mandat. - złapała się za głowę Rydel.
- Taak, ja zawsze mam szczęście. - ponownie uśmiechnął się do siostry i skoncentrował się na drodze. Ona puściła się już tapicerki i odprężyła się.
Za około jakieś 10 minut znaleźli się pod domem. Podjechali pod garaż. Nikogo nie było. Riker zatrąbił, nagle z domu wyszła Stormie i podeszła do samochodu.
- Wow, punktualni jesteście. - powiedziała mama. Riker i Rydel spojrzeli na siebie.
- No ja zawsze jestem punktualny. - odparł Riker, uśmiechając się do matki.
- Wiem, wiem - zaśmiała się pod nosem Stormie.
- To jak jedziemy ? - zapytał.
- Tak, tak, tylko jeszcze czekamy na Ratliffa i Rylanda. - odpowiedziała mama.
- A Ross ?
- Ross powiedział, że jest zmęczony i idzie spać. Więc zostaje.
- Aha.. no dobra.. A gdzie ci, którzy chcą pojechać ?
- W domu
- No to dalej. Niech przyjdą i jedziemy. - rzekł Riker.
- Szykują się.
- Po co ?
- Oj dbają o swoją higienę, ty byś też mógł zacząć. - wtrąciła Rydel.
- Hehe.. no prosze odezwała się. - droczył się najstarszy.
- Wypraszam sobie, ja się myje, nie to co ty.
- Tssaa.. myjesz ? Oj nie zawsze.
- Co ? Toć ja codziennie się myje ! - kłóciła się.
- Nie zawsze, gdy nigdzie nie wychodzisz, to potrafisz siedzieć w pokoju, w piżamie, cały dzień.
- Emm.. Riker... To było gdy miałam strasznie wysoką gorączkę i nie bylam w stanie nic zrobić, więc leżałam w łóżku. - odparła siostra. Riker zamilkł. - Ale już następnego dnia, gdy czułam się już lepiej to od razu gdy się obudziłam poszłam się wykąpać.
- Ale było tak.
- No było, ale tobie nawet gdy nic nie jest się nie myjesz. - mówiła do brata.
- Możemy zmienić temat ? - próbowal się jakoś wykręcić.
- Nie. - odpowiedział krótko.
- Dlaczego ?
- Bo innym to możesz wytykać, ale gdy ktoś coś tobie powie, to od razu zmieniasz temat.
- Oj tam.
- Nie "oj tam". Każdy z domowników może potwierdzić, że bardzo rzadko się myjesz. Co nie mamo ? - zwróciła się do Stormie, która przyglądywała się kłótni.
- Ymm.. nie chce nic mówić Riker, ale twoja siostra ma racje. - rzekła matka.
- Świetnie. - zezłościł się blondyn - to jest jakaś dyskryminacja. Taka kobieca solidarność. Jestem pewien, że reszta domowników powie co innego.
- Oo, jesteś pewien. No tylko abyś się nie przeliczył. Ale zapytamy się, wszystkich. - powiedziała blondynka.
- Dobra.
Stormie wsiadła do samochodu i wszyscy cierpliwie czekali na Rylanda i Ratliffa, dopóki nie wyjdą z domu. Nagle drzwi się otworzyły, wszyscy w aucie aż podnieśli się z fotela, wypatrując kto wyjdzie. Patrzą, a Ratliff wychodzi, i nagle wraca z powrotem do domu, zamykając drzwi za sobą.
- Co oni tam robią ? - denerwował się Riker.
- Nie mam pojęcia - odparła Stormie.
Po kilku minutach nadal nikt nie wychodził. Zdenerwowany Riker, szargnął się i wysiadł z samochodu. Zamknął za sobą drzwi i nerwowo podszedł do drzwi, nagle Ratliff i Ryland wychodzą z domu.
- No nareszcie - powiedział uradowany Riker. - Co tak długo ? - zapytał brata.
- Nie mogliśmy znaleźć kluczy. - odpowiedział.
- A wcześniej co robiliście ? - dopytywal.
- No jak to co ? Ja wziąłem prysznic, potem Ratliff się umył i tak jakoś zleciało.
- Aha - Riker nie mógł w to uwierzyć. Zrobiło się cicho -To jak jedziemy ? - zapytał najstarszy przerywając niezręczną ciszę.
- Tak, już - powiedział Ratliff zamykając drzwi od domu na dwa zamki.
- To jedziemy. - uśmiechnął się Riker.
- Komu mam dać klucze ? - zapytał przyjaciel.
- No jak to komu ? Mamie. - odparł blondyn.
- Czyjej ?
- No jak to czyjej ? Toć nie twojej, przecież twojej mamy tutaj nie ma !
- Haha, no tak. - zaśmiał się brunet.
- Jenyy, Ratliff ogarnij się.
- Hah, no wiesz mało spałem. - odpowiedział brunet
- Widać.
Chłopacy skierowali się w strone samochodu i wsiedli. Każdy usiadł na swoje miejsce. Ratliff oddał klucze pani Lynch.
- Przepraszam, że tak długo czekaliście - odezwał się Ryland.
- Dobra, spoko. - uśmiechnęła się Rydel, po czym dodała - Bynajmniej mieliśmy czas na ciekawą rozmowę - spojrzała na Rikera. Brat odpalił samochód.
- Tak ? A na jaki temat ? - dopytywał najmłodszy.
- Na temat Rikera. - odpowiedziała siostra. Wszyscy spojrzeli na blondyna. On nie zważał na to. Tylko ruszył autem i wyjechał z przed domu.
- A o co dokładnie chodzi ?
- No właśnie, mam do was pytanie.
- Jakie ? - zdziwili się Ryland i Ratliff.
- Czy wy uważacie, że Riker dba o swoją higienę ? - zadała pytanie Rydel. Towarzystwo wybuchło śmiechem. Cały czas się śmiali, a Ratliff najbardziej. Ze śmiechu aż mu zaczęły płynąć łzy.
- Dobra żart, dobry - w końcu odezwał się.
- No ejjj - sprzeciwił się Riker, który kierował pojazdem.
- Ty i higiena.. to dwie odmienne rzeczy. - dodał Ryland.
- Nie prawda. - złościł się najstarszy i dodał - Dobra widzę, że trzymacie strone Rydel i mamy. Rocky i Ross na pewno powiedzą co innego.
- Ta, wmawiaj se. - powiedział z uśmieszkiem Ratliff.
- No to się zdziwicie.- odezwał się Riker.
- Ta.. na pewno - mówił kpiąco brunet. Na to najstarszy nic nie odpowiedział, tylko zajął się drogą, aby tym razem skręcić w dobrą strone.
W koncu dojechali pod komisariat. Szybko wysiedli z samochodu i weszli do środka. Tam już czekał na nich znudzony Rocky. Stormie, gdy ujrzała swojego syna od razu rzuciła się mu na szyję.
- Dobra, mamo. Już możesz puścić - ona go cały czas trzymała - Rozumiem, że isę stęskniłaś, ja też się stęskniłem. - rzekł Rocky. Mama puściła syna i powiedziała.
- Tak, widać jak byłeś stęskniony, że imprezę się urządziło.
- Oj mamo. Było minęło.
- Nie było minęło. Dlaczego uderzyłeś tego policjanta ?
- Nie wiem, byłem pijany. Poniosło mnie. Przepraszam. - mówił brunet.
- Ty mnie nie przepraszaj. Ty lepiej tego policjanta przeproś.
- Już przeprosiłem.
- Kiedy ? - zdziwiła się mama.
- Dzisiaj rano.
- Serio ?
- Tak.
Stormie zauważyła policjanta z limem pod okiem i zapytała Rocky'ego.
- To on ?
On spojrzał na policjanta, który stał niedaleko i rozmawiał z jakims mężczyzną. Rocky kiwnął głową. Mama podeszła do mundurowego.
- Dzień dobry, panu. - odezwała się.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc ? - zapytał życzliwie.
- W niczym. Chcę tylko przeprosić za mojego syna, za wczoraj, wie pan..
- Aa.. już wszystko w porządku. Pani syn już mnie przeprosił, więc jest dobrze.
- A więc mówi prawdę. - powiedziała sama do siebie Stormie.
- Tak, mówi prawdę. Proszę nie być złą na syna. Trochę zaszalał, młody jest więc korzysta.
- No wiem, że chce korzystać, bo jest młody. Ale trzeba korzystać z umiarem.
- Zgadzam się. W każdym bądź razie chłopak powiedział, że już nigdy nie będzie pił.
- Taa. ja już znam te jego obiecanki. Dobrze, to my już pójdziemy. Jeszcze raz przepraszamy i do widzenia. - powiedziała pani Lynch.
- Do widzenia. - odpowiedział policjant z uśmiechem.
Rodzina Lynchów wraz z Ratliffem wyszli na zewnątrz. Wsiedli do samochodu i ruszyli do domu. Podczas podróży Rydel poruszyła temat mycia Rikera.
- No braciszku nareszcie jesteśmy razem. - odezwała się blondynka do Rocky'ego - podczas twojej nieobecności, przeprowadziłam z Rikerem ciekawą rozmowę.
- Tak ? A na jaki temat ?
- Właściwie to mam do ciebie pytanie. - powiedziała siostra. Wszyscy wymienili się spojrzeniami i uśmieszkami.
- Słucham..
- Czy ty uważasz, że Riker dba o swoją higienę ? - zapytala.
- Riker ? Dobrze słyszałem ?
- Tak, czy Riker dba o swoją higienę ? - powtórzyła pytanie. Rocky wybuchnął śmiechem.
- Hahaha.. Riker i higiena ? Haha.. nie no. Dobry żart siostra.
- Haha.. mówiłam Riker. - siostra zwróciła się do najstarszego.
- To jest jakaś farsa. Rocky.. ty też trzymasz ich stronę ? - burzył się blondyn.
- Nie no sorry, stary. Ale akurat z tym zgadzam się z Rydel. Nie myjesz się za często. - mówił brunet.
- Taa.. myje się i to często. Na pewno Ross to potwierdzi.
- A właśnie, gdzie jest Ross ? - zapytał Rocky.
- W domu. - odpowiedziała Stormie.
- A dlaczego nie przyjechał po mnie ?
- Bo był zmęczony.
- Po czym ?
- No właśnie tego nikt nie wie - odparła mama.
- Jak to po czym ? Wczoraj w nocy, przyszła do niego Laura. - zaśmiała się Rydel.
- To nic nie znaczy - powiedział Rocky.
- No jak to nie ? Ross udostępnił jej swoje łóżko, a sam położył się na kanapie w salonie.
- Uuu.. to aż tak zaszalał. Po prostu jest miły. - mówił brunet.
- Tak, tak, miły. - uśmiechnęła się.
Zajechali pod dom. Wysiedli z auta i weszli do środka. Była godzina 17. Ratliff, Ryland i Rocky od razu usiedli na kanapie i włączyli telewizje. Rydel spojrzała na nich i powiedziała.
- Kiedy wy zrozumiecie, że są ważniejsze rzeczy niż telewizja ?
- Pewnie nigdy - wtrącił Riker.
- No racja - odparła blondynka i poszła do swojego pokoju. A Riker usiadł w kuchni biorąc ze sobą książke i wziął się za czytanie.
Po dwóch godzinach mama przygotowała kolację. Zawołała wszystkich. Głodne towarzystwo szybko przyszło i usiadło do stołu. Brakowało tylko Rossa.
- Gdzie jest młody ? - zapytał Rocky.
- Nie wiem. Pewnie jeszcze śpi. - odparła Rydel.
- Toć ile można spać ? - zastanawiała się Stormie - Nie no.. tak nie może być. Niech ktoś idzie go obudzić.
- Ja pójdę - zgłosiła się siostra. Odeszła od stołu i skierowała się w stronę pokoju blondyna.
Po około 3 minutach przyprowadziła jeszcze zaspanego Rossa.
- Rocky ! - krzyknął uszczęśliwiony blondyn, po zobaczeniu swojego brata.
- No Ross ! Nareszcie wstałeś.
- Wiem, przepraszam. Byłem zmęczony. - tłumaczył się Rossy.
- Taa.. właśnie, słyszałem.
Ross usiadł na swoim miejscu przy stole i cała rodzina zabrała się za jedzenie posiłku.
- Właściwie Ross.. to mam do ciebie pytanie - zaczęła znowu Rydel. Każdy już wiedział o co chodzi, oczywiście oprócz młodego blondyna.
- Tak ? Słucham ? - zdziwił się. Wziął kubek z herbatą i zaczął pić.
- Czy uważasz, że Riker dba o swoją higienę ? - zadała pytanie. Ross wypluł herbatę, którą przed chwilą miał w ustach.
- Że co ?
- No to co słyszałeś. - powiedziała siostra. Młody spojrzał na Rikera, który patrzał na niego ze złowieszczą miną.
- Noo wiecie.. - zaczął, spoglądając cały czas na złego blondyna. - Ja.. ja sądzę, że Riker dba o swoją higienę. - wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwioną miną, u najstarszego było można zobaczyć uśmiech.
- Nareszcie ktoś mówi prawdę ! - mówił zachwycająco Riker. Wstał od stołu i podszedł do Rossa i przybił z nim piątkę - Widzę, że tylko ty wiesz jak jest naprawdę. I nie stoisz po stronie naszej siostry. - uśmiechnął się do niego, odszedł na swoje miejsce i usiadł.
- Taa.. Ross, przyznaj. - zaczęła blondynka - Robisz to dlatego, aby Riker nie był na ciebie zły. Taka męska solidarność, co nie ?
- Niee, ja mówię prawde. Wy nie widzicie, kiedy Riker się myje, bo wy idziecie szybko spać. A ja długo siedzę, zanim idę spać, dlatego widzę kiedy on idzie do łazienki. - mówił młodszy.
- Taa. wiem, że go bronisz. Ale dobra. - rzekła siostra, po czym zwróciła się do Rikera - I tak większość mówi co innego.
- Bo my najpóźniej, z Rossem, chodzimy spać. A to już nie moja wina, że wy szybciej zasypiacie i nie widzicie tego, gdy się myje. Proste. - powiedział już zadowolony najstarszy.
- No nie wiem. Możesz kiedyś się spodziewać, że tego przypilnuje.
- Aa.. dobrze. A możesz powiedzieć kiedy ?
- Haha ! Nie mogę !
- Dlaczego ?
- Bo wtenczas pewnie akurat pójdziesz się umyć.
- Nieeee.
- Ta jasne, jasne.
- Dobra. jak nie chcesz, to nie mów.
- Będzie ciekawie - podsumował Ratliff.
Rodzina Lynchów wraz z brunetem dokończyli jeść kolację. Następnie Ellington poszedł do swojego domu, a reszta domowników rozeszła się do swoich pokojów. Każdy po kolei poszedł się myć, nawet Riker i następnie poszli spać.



Heej ;)
Ok, w końcu jestem. Przepraszam Was, ale tyle się działo, że nie ogarniałam z tym wszystkim. Testy coraz blizej. :/ I mam już dość tej szkoły ! Chcę wakacje :c
A co do rozdziału, to dla mnie jest bardzo nudny. :( Ale jestem ciekawa waszej opini, więc proszę o szczere komentarze.




All Time Low - Bad Enough For You *.*




poniedziałek, 11 marca 2013

16. Zauroczenie i zakochanie się - dwie różne rzeczy

Następnie rodzina zrobiła sobie śniadanie. Jedząc sobie kanapki, do kuchni przyszedł jeszcze zaspany Ryland.
- Smacznego - powiedział i zabrał się za robienie dla siebie jedzenia.
Gdy jedli była cisza, nagle mama powiedziała
- Wypadałoby iść odwiedzić tego biednego chłopaka, który teraz leży w szpitalu.
- Kogo ? - zapytał się Ryland.
- No tego, co Ross go uderzył. Nie wiadomo jak się czuje.
- On mnie nie interesuje - odparł młody.
- Ejj.. tak nie można - mówiła Stormie.
- Co nie można. Jak widać należało mu się.
- Ryland.. jak możesz tak mówić ? - przeraziła się mama.
- No taka prawda. Ross by nikogo nie uderzył bezinteresownie.
- Ale zachowuj się.
- Dobra mamo - wtrąciła Rydel - Rzeczywiście nie powinien tak mówić, ale coś w tym jest.
- No i następna - mamie opadły ręce.
- No taka prawda, mamo. Rzeczywiście Ross nikogo by nie uderzył bez powodu.
- Ale to nie znaczy, że nie mamy się o niego troszczyć. Słusznie czy nie słusznie, ale został uderzony. I do tego przez waszego braciszka. - rzekła mamusia, po czym dodała - trochę współczucia.
- Ja tam do niego nie idę - powiedział Ryland.
- Ja też nie - dopowiedział szybko Riker. Wszyscy spojrzeli się na Rydel.
- Coo ? Że ja mam iść ?! - krzyknęła blondynka.
- No a kto ?
- Ale, ale...
- Żadne "ale". Idziesz.
- A Ross nie może ?
- Po pierwsze Rossa nie ma i nie wiadomo kiedy wróci, a po drugie oni nie mogą się razem spotkać, bo nie wiadomo jak Ross zareaguje. Bo co będzie jak znowu go uderzy - mówił Riker.
- Ughhh ! - wkurzyła się.
- Oj siostra. Spokojnie. - uspokajał najstarszy  - Tylko wejdziesz popytasz jak się czuje i potem pójdziesz.
- Taa.. ale..
- Ciicho siostra. Jak chcesz to ciebie podwiozę. Chcesz ?
- Ugh ! Głupie pytanie. No oczywiście, że chce abyś mnie podwiózł. - mówiła zdenerwowana - A może chcesz wejść ze mną ? - zapytała z nadzieją.
- Wiesz co.. - zamyślił się.
- Powiedz, że chcesz. Proszeee.
- Nie wiesz co, jednak poczekam w samochodzie - uśmiechnął się, lecz siostra jeszcze bardziej się wkurzyła.
- Pff.. Dobra, nie potrzebuje twojej pomocy.
- Haha. - zaśmiał się - Lubię jak moja kochana siostra jest taka zła.
- Suuuper..a się mówi, że złość piękności szkodzi. Dzięki. Będę jeszcze bardziej brzydsza. - złościła się.
- Ty jesteś ładna i to bardzo. Wiesz, przecież że wszyscy ci to mówią.
- A co jeżeli kłamią ?
- Taa.. kłamią. Nie wierzysz swojemu najstarszemu bratu ?
- Yymm..
- Tak czy nie ?
- No wierzę. - uśmiechnęła się.
- To świetnie. Więc jak ? Jedziemy ?
- Tak, chce mieć już to za sobą. - zgodziła się.
Riker i Rydel wzięli potrzebne rzeczy i wyszli z domu. Ryland i Stormie zostali w domu. Rodzeństwo wsiadło do samochodu i pojechało w stronę szpitala. Jechali z 20 minut. Około 11 byli przed szpitalem. Riker zaparkował na parkingu przy budynku.
- Więc nie chcesz ze mną iść ? - zapytała jeszcze raz.
- Nie.. poczekam tutaj.
- Taa.. - zasmuciła się i wysiadła z samochodu.
Skierowała się w stronę wejścia do budynku. Weszła do szpitala i podeszła do recepcji. Chciała się zapytać kogoś o drogę, lecz nikogo dyżurującego tam nie było. Blondynka na początku nie wiedziała co zrobić. Lecz postanowiła, że sama się weźmie za poszukiwania odpowiedniego pokoju. Chodziła przez różne piętra. Raz na górę, raz na dół. Aż wreszcie trafiła na odpowiedni oddział. Nagle pewna pielęgniarka przechodząca obok zaczepiła Rydel.
- Przepraszam, co pani tutaj robi ?
- Szukam kolegę, który wczoraj trafił tutaj. Prawdopodobnie ma złamany nos.
- Pan Nick ? - zapytała spoglądając na swoją teczkę.
- Tak - odpowiedziała, po czym zapytała - W jakim pokoju on teraz leży ?
- Hmm.. w pokoju numer 23. Dopiero co od niego idę. Przeszedł kontrolę. Ma tylko złamany nos. Jutro powinien być wypisany ze szpitala. - mówiła kobieta.
- Aha.. a mogę go odwiedzić ?
- Myślę, że tak. Chyba tam jest jego znajoma.
- Oo.. ja nie będę mu przeszkadzać, tylko zapytam się jak się czuje i tyle. Dziękuję pani bardzo za informacje - uśmiechnęła się.
- Proszę, do widzenia - odpowiedziała miło.
- Do widzenia - rzekła.
Rydel zaczęła szukać pokoju numer 23. Przechodziła długim korytarzem i przyglądała się liczbom napisanych na drzwiach. Widzi 18, 19, 20.. "oo jestem już blisko" myśli.  I kolejne numerki to 21, 22 i nareszcie pokój numer 23. Drzwi były lekko uchylone, już chciała je otworzyć szerzej, lecz usłyszała głos Nicole. Była tam w środku. Rydel zajrzała przez szparę. Zobaczyła Nicka, który siedział na łóżku, a obok niego siedziała przyjaciółka Rydel. Odkryła jedno ucho i zaczęła podsłuchiwać towarzystwo.
- Nie rozumiem, jak to się mogło stać.. dać się uderzyć takiemu dzieciakowi. - mówiła Nicole do chłopaka.
- Wiem, wiem.. ale on to zrobił tak niespodziewanie.
- A dlaczego on ci to zrobił ?
- Nie wiem.. nic mu nie zrobiłem.
- Taa.. jasne. Bez powodu ?
- No tak, jakoś.
- Jak tak myślę, to wydaje mi się, że Ross bez powodu tego by nie zrobił. - powiedziała Nicole.
- To już lepiej nie myśl.. zrobił to bez przyczyny. Co nie wierzysz mi ? - zapytał. Rydel nadal stała przy drzwiach przyglądając oraz podsłuchując cała sytuację. Nagle Nicole wstała, a blondynka odruchowo schowała się bardziej. Chłopak powtórzył pytanie - Nicole, nie wierzysz mi ? - ona spojrzała w jego oczy.
- Oj, wierzę, wierzę. Tobie zawsze. - uśmiechnęła się do swojego "kuzyna".
- No i to chciałem usłyszeć...Chodź.. - wyciągnął ręce do Nicole. Ona złapała jego dłoń, a Nick przyciągnął ją do siebie. -  kochasz mnie ? - zapytał. Dla Rydel wydawało się to dziwne, aby chłopak zadawał takie pytanie swojej kuzynce, ale czekała na odpowiedź.
- No oczywiście, że kocham - odpowiedziała Nicole, po czym schyliła się do siedzącego Nicka i cmoknęła go w usta. Na ten widok Rydel zrobiła duże oczy. "Co tutaj się dzieje?" myślała.
- Tylko tyle ? - rzekł chłopak uśmiechając się.
- Oj, no niech ci będzie. - powtórnie się schyliła, lecz tym razem pocałowała go. Rydel na to nie wytrzymała i weszła do środka i powiedziała
- Co się tutaj dzieje ?! - na te słowa Nicole zbladła. - Może ktoś mi wytłumaczyć ?
- Rydel ? Jak ty ? Tu ? - zdziwiła się przyjaciółka.
- Co taka zdziwiona ? Hmm ? Ile zamierzałaś jeszcze to trzymać w tajemnicy, co ?! - krzyczała.
- Nie wiem.. jak najdłużej. - odparła cichutko.
- Wiesz co jesteś żałosna..I jeszcze powiedz, że go kochasz..
- Kogo ?
- No tego oo.. - wskazała na mężczyznę - ..Nicka.
- Tak, kocham go. - powiedziała bez zastanowienia.
- Tak ? A co z Jake'iem ? -zapytała blondynka.
- Yyy.. no z nim.. nie jestem pewna.. To chyba było zauroczenie. - odparła patrząc w ziemie.
- Taa. zauroczenie.. Proszę cię. Jake zrobiłby dla ciebie wszystko. Kocha ciebie,a ty ukrywasz przed nim, że masz chłopaka. ! - krzyczała.
- Wiem - rzekła cichutko nie spuszczając oka z podłogi.
- I teraz nawet nie spojrzysz mi prosto w oczy ? - zapytała kpiąco, Nicole nie reagowała - Wiesz co ? Nic się nie zmieniłaś. A już myślałam, że serio potrafisz być wierna jednemu, lecz jak widać nie. - mówiła ze złością.
- Rydel, ja wiem...
- Co wiesz ? - przerwała blondynka - Nic nie wiesz. Nie wiesz co to znaczy kochać jedną osobę szczerze. Są takie określenia na takie jak ty, ale raczej się powstrzymam od wypowiedzenia tego. - powiedziała swoje, po czym wyszła z pokoju. Nicole pobiegła za przyjaciółką.
- Rydel ! Czekaj ! - krzyczała - Rydel ! Prosze cię ! - blondynka zatrzymała się. Nicole podbiegła do niej.
- Czego jeszcze ode mnie oczekujesz ? - zapytała zła dziewczyna. Cała obsługa oraz pacjenci szpitala się patrzeli się na przyjaciółki.
- Proszę cię.. nie mów tego Jake'owi.
- Coo ? Jak możesz mnie o takie coś prosić ? - zapytała niedowierzając w to co słyszy.
- Proszę cię.. sama mu powiem, ale nie teraz. Muszę zebrać siły.
- Tsaa.. juz to widzę. - powiedziała kpiąco.
- Zrobię to, zobaczysz. Więc proszę.. nie mów o tym co widziałaś.. najlepiej nikomu.
- Ugh ! Nie wierzę w to co robię. Ale dobra.. lecz gdy to będzie się przeciągało, to mu osobiście powiem.
- Nie będzie się przeciągało.
- A i jeszcze jedno. Nie wiem czy wiesz, ale Nick ma dziewczynę. - oznajmiła Rydel.
- Tak wiem.. Laurę. Ale on mi mówi, że chce zakończyć ten związek.
- Oby dwoje jesteście siebie warci..- powiedziała złośliwie dziewczyna, po czym skierowała się w stronę wyjścia, zostawiając Nicole samą.
Rydel wyszła ze szpitala i wsiadła w samochód, w którym czekał Riker. Brat zauważając zdenerwowaną blondynkę zapytał
- Coś się stało ?
- Niee.. niee - skłamała - Jedźmy już.
- Taa, jasne. Później pogadamy - odparł Riker widząc, że jego siostra coś ukrywa. Odpalił auto i wyruszyli w stronę domu. Podczas jazdy do Rydel zadzwonił telefon. Zaczęła szukać komórki w swojej torebce, co było wielkim wyczynem.
- Ahh.. kobiety i ich torebki..
- Oj cicho - mówiła nerwowo, nie mogąc znaleźć dzwoniącego telefonu. Nareszcie znalazła, lecz akurat ktoś przestał dzwonić. Blondynka spojrzała i się okazało, że to mama. Rydel postanowiła, że oddzwoni. Nacisnęła zieloną słuchawkę. Długo nie czekała na odebranie.
- Cześć mamo. - powiedziała.
- Noo.. nareszcie.. Już myślałam, że coś się stało.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu nie mogłam znaleźć komórki, a gdy już znalazłam, to się rozłączyłaś.
- Aha.. Bo dzwonili do mnie z policji. - oznajmiła Stormie.
- Tak ? I co wypuszczają Rocky'ego ?
- No wypuszczają - mówiła podekscytowana mama - Mamy po niego być za pół godziny.
- Oo.. Dobra. Ja z Rikerem już wracamy, więc za jakieś 10 minut będziemy.
- To dobrze.
- A Ross wrócił do domu ? - zapytała ciekawa Rydel.
- Tak, przyszedł - odparła Stormie - Lecz od razu gdy przyszedł, to stwierdził, że pójdzie wziąć prysznic.
- Czyli on też jedzie po Rocky'ego ?
- Nie wiem.. wygląda na zmęczonego. Potem się go zapytam.
- Oki.
- Czyli za 10 minut będziecie ? - upewniała się.
- Tak.
- To do zobaczenia.
- No pa - pożegnała sie Rydel, po czym rozłączyła rozmowę.
Jechali dalej samochodem. Nagle Riker spojrzał się na siostrę i zagadał do niej.
- I co mama powiedziała ? Rocky'ego wypuszczają, tak ?
- Tak, za pół godziny mamy być na komisariacie. - odparła, po czym spojrzała na drogę - Ej ! Riker o ile się nie mylę, to do domu to na lewo.. Ty powinieneś skręcić tam, a nie jechać prosto - zaczęła panikować.
- Ups..
- Suuper Riker.. Teraz nie zdążymy po Rocky'ego. - powiedziała, pokazując na wielki korek, w który wjechał jej brat.
- Prze.. przepraszam.



Heej :)
Po pierwsze chce was przeprosić, że tak długo musieliście czekać. Ale tyle spraw było na głowie.. nie miałam kiedy to napisać.
Po drugie dziękuję za wszystkie komentarze. <3
Po trzecie mam dylemat.. jedni wolą, aby Ross i Laura byli razem, a inni aby jednak pozostali przyjaciółmi. :/ Serio, ciężko jest mi teraz myśleć co zrobić, bo zaplanowałam coś.. ale pozwólcie, że zrobię po swojemu ;) Mam nadzieje, że mi wybaczycie. xD I jeżeli nie pójdzie po waszej myśli, nadal będziecie czytać i komentować. ^.^
Po czwarte wiem, że to raczej było przewidywane, że Nicole jest z Nickiem, ale od początku gdy zaczęłam to pisać, już miałam to w planie. ;)
No to chyba tyle, mam nadzieje, że rozdział wam się podoba i liczę na szczere komentarze ^.^




MARINA AND THE DIAMONDS - PRIMADONNA <3





niedziela, 24 lutego 2013

15. Mecz i podejrzenia

Stała tam jego przyjaciółka Laura. Ross na jej widok nie wiedział co powiedzieć. Ona także nic nie mówiła, tylko podeszła bliżej i przytuliła go.
- Przepraszam - powiedziała wtulając się w blondyna.
- Za co ? - zdziwił się. Laura puściła go i spojrzała w jego oczy.
- Jak to za co ? Skłamałam.. ja głupia zamiast ciebie bronić to praktycznie byłam przeciwko tobie..
- No właśnie zastanawiałem się dlaczego tak zrobiłaś..Boisz się swojego chłopaka czy co ? - zapytał.
- Yy.. n..nie chcę o tym gadać. - powiedziała dziewczyna, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy.
- Ej.. Laura, co się dzieje ? Nie płacz. - zmartwił się - Chodź, wejdź do środka - otworzył szeroko drzwi.
- Nie.. ja już pójdę do domu.. - wykręcała się.
- Nie ma mowy, abyś gdziekolwiek teraz szła. Chodź wejdź. Pogadamy na spokojnie.
- Nie naprawdę, ja nie chcę robić problemu.
- Ale jaki to problem.. wejdziesz ? czy może mam cię na rękach wnieść ? - zapytał z uśmiechem, lecz dziewczyna nadal była smutna.
- Nie..
- Ale te 'nie' było, że nie wejdziesz, czy nie mam cię brać na ręce, bo sama wejdziesz ? - zapytał głupio, próbując jakoś rozweselić Laurę. Brunetka spojrzała na niego z uśmiechem - O i taki uśmiech chcę widzieć zawsze. Ostatnio mało razy widzę ten twój piękny uśmiech. Więc jak będzie.. wejdziesz ?
- No dobrze - powiedziała i weszła do środka. Przeszła do salonu i usiadła na kanapie. Ross poszedł zaraz za nią i usiadł obok niej.
- Więc opowiadaj.. - powiedział.
- To był chyba zły pomysł, że się zgodziłam. Pewnie chcesz iść spać, a ja ci głowę zawracam.
- Nie prawda.. nie chcę mi się spać. No dalej opowiadaj.
- Ehh.. no dobrze. poznałam Nick'a trzy tygodnie temu na dyskotece. Tańczył ze mną kilka razy. Był bardzo miły. Bardzo nalegał, abym dała mu mój numer telefonu, więc mu dałam. Na następny dzień już od mnie zadzwonił o spotkanie. Oczywiście się zgodziłam. Po tygodniu spotykania się zostaliśmy parą. Wszytko było dobrze. Wczoraj... - zatrzymała się ocierając łzy.
- Laura spokojnie.. co było wczoraj ?
- Wczoraj.. po raz pierwszy.. po raz pierwszy mnie uderzył. - rozpłakała się. Ross od razu przybliżył się i przytulił dziewczynę.
- Ciichutko.. Laura.. jeszcze będzie tego żałował. Ten debil już raz dostał ode mnie i dostanie jeszcze nie raz.
- Tak, dziękuję ci.. Mam nadzieje, że rozumiesz dlaczego tak zareagowałam, gdy była policja.. bałam się - szlochała.
- Dobrze rozumiem.. A o co poszło ? Pokłóciliście się wtenczas ? - dopytywał.
- Tak.. był zły na mnie, że gadałam z tobą..
- Ale dlaczego ? Przecież my jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Nie wiem... pewnie dlatego, że wszyscy mówią, że z tobą jestem.
- Ale to są plotki.
- No właśnie, ale Nick w to wierzy.
- Dobra mniejsza o to.. jak on może bić dziewczyny. - nie dowierzał chłopak. - Powinnaś z nim zerwać.
- Nie mogę.. zagroził, że jak z nim zerwę, to mnie pobije.
- Nie pobije.. pomogę ci. A niech tylko ciebie tknie.. to już po nim.
- Nie.. nie będziesz się narażał przeze mnie.
- Jakie narażanie ?
- No dzisiaj przeze mnie policja ciebie zgarnęła.
- Ee tam.. dla przyjaciółki zrobię wszystko - uśmiechnął się
- Dziękuję.
- To co będziemy teraz robić ? - zapytał.
- Yy.. no ja już pójdę do domu - wstała, chłopak szybko złapał ją za rękę i powiedział.
- Nie idź.. zostań. - dziewczyna spojrzała na rękę Rossa. Blondyn zauważając to, puścił ją.
- Nie mogę.
- Toć będziesz szła o tej godzinie, jest po północy.
- Alee..
- Żadne ale.. zostajesz tutaj i koniec. - uśmiechnął się.
- Noo i..
- Przecież mieszkasz z siostrą, co nie ?
- Tak, ale..
- No więc, nie widzę powodów, abyś musiała iść. Nie masz w domu małych dzieci, tylko masz psa. ale sądzę, że Vanessa rano wyjdzie z nim na spacer, więc serio może zostać - mówił szybko.
- Noo..- chciała coś powiedzieć, lecz Ross po raz kolejny jej przerwał.
- I nie wiem dlaczego masz zamiar iść. Posiedzimy sobie, no chyba, że chcesz iść spać, to..
- Ross.. noo.. - nie dokończyła, ponieważ przyjaciel znowu przerwał.
- Ale dlaczego tak nie chcesz zostać.. nie lubisz mnie czy co.. serio nikt się nie obrazi jak zostaniesz.
- Lubię ciebie i to bardzo i..
- No właśnie mnie lubisz, więc - Ross spojrzał na minę Laury. Nie była zadowolona. - No co ? - zapytał.
- Jak to co ? Przerywasz mi cały czas.
- Tak wiem, ale..
- Ross ! Teraz ja mówię, okej ?
- Przepraszam. Już nic nie mówię.
- To dobrze.
- Serio nie lubisz, gdy ja coś mówię.. - dziewczyna spojrzała na niego ze złością - Już się zamykam.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się - Dobrze jak nie będę robić problemu i nikt nie będzie miał nic przeciwko to.. mogę zostać. - powiedziała stanowczo. Następnie przyglądała się reakcji Rossa. Udawał fochniętego, ale na jego ustach był widoczny lekki uśmiech. - Co ? Teraz nic nie powiesz ? - zapytała, lecz on nadal nie odpowiadał.- Ehh..Ross.. no przestań. Nie mów, że jesteś obrażony o to, że poprosiłam cie o to żebyś nic nie mówił. Ale przerywałeś mi cały czas. - blondyn cały czas milczał. - Dobra, to idę. - powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia. Ross widząc to szybko skierował się w stronę drzwi. Laura miała już nacisnąć za klamkę, gdy Ross wślizgnął się przed nią., zagradzając drzwi.
- Zostań. - powiedział.
- O ho.. odezwał się ! - wytknęła mu język.
- Ejj.. ty to zrobiłaś specjalnie.
- Wiesz, każdy ma swoje sposoby.
- Haha.. dobra, dobra. Lepiej powiedz co robimy.
- Nie wiem.
- To może pooglądamy telewizję, co ? - zaproponował.
- No ok. - zgodziła się.
Ross i Laura poszli do salonu i usiedli na kanapie. Włączyli telewizję. Było tak późno, że nie było nic ciekawego w niej. Ross przeskakiwał z jednego kanału na drugi. W końcu zatrzymał się na powtórce meczu footballu amerykańskiego.
- Oo.. tego meczu nie widziałem. - powiedział.
- Ja oglądałam.
- Serio ? Ty oglądasz mecze ?
- Ymm.. Tak. Coś w tym dziwnego ?
- Niee.. chociaż.. dziewczyna która ogląda mecze. - odparł.
- Tak.. chcesz powiedzieć że jestem dziwna, bo jestem dziewczyną i oglądam mecze ?
- Niee, to jest właśnie niesamowite. Nie dziwne.
- Heh.. dzięki. Chcesz wiedzieć jaki będzie winnik ?
- Niee mów. Chcę aby to była niespodzianka.
- Ale ten mecz dopiero się zaczął. Serio chcesz obejrzeć go całego ? - zapytała.
- Tak.
- Noo ok.
Ross trochę pogłośnił mecz i uważnie oglądał. Co chwilę patrzył na lekko znudzoną Laurę, która widziała już ten mecz wcześniej i znała wynik. Po pół godzinie była długa przerwa, więc skorzystał z niej i poszedł do toalety. Gdy wrócił, zobaczył śpiącą Laurę leżącą na całej kanapie. "No i co mam teraz zrobić" pomyślał. Poszedł bliżej i spojrzał na słodko śpiącą brunetkę. "Aww.. jak ona słodko śpi, jak aniołek. Toć nie mogę jej obudzić.. myśl Ross, myśl..Co zrobić ?" te pytania zadawał sobie blondyn. Po namyśle poszedł do swojego pokoju i przygotował łóżko do spania. Po przygotowaniu pościeli poszedł do salonu i delikatnie wziął na ręce śpiącą dziewczynę z kanapy i zaniósł do swojego pokoju. Następnie położył ją na łóżku i przykrył kołdrą. Chwilę jeszcze popatrzył na nią. Potem zgasił światło i wyszedł po cichutku z pokoju. Udał się do salonu i usiadł na kanapie. Zaczęła się druga połowa meczu, lecz nie chciało mu się dalej oglądać, bo był strasznie zmęczony, więc poszedł spać na kanapie.

Następnego ranka Rydel wstała bardzo wcześnie. Ostatnio tyle się działo, że rozmyślała, nad tym wszystkim. Poszła się umyć, a następnie zeszła na dół i skierowała się do kuchni. Nikogo tam nie było. Więc zaczęła sobie robić śniadanie. Nagle z salonu przychodzi Stormie.
- Dzień dobry, mamo - przywitała się.
- Dzień dobry. Chcesz coś zobaczyć ? - zapytała tajemniczo matka.
- Ehm.. Ale co ?
- Chodź - powiedziała.
Rydel posłuchała mamy i poszła zaraz za nią. Stanęły przed zamkniętymi drzwiami do salonu.
- I teraz ciiichutkoo - powiedziała mama, a następnie otworzyła drzwi. Córka weszła do środka i zobaczyła Rossa, śpiącego na kanapie. Była w szoku. Nic nie mówiąc wyszły z pokoju i zamknęły drzwi, aby nie obudzić blondyna.
- Co ?! Ross ? Dlaczego on śpi na kanapie w salonie, a nie w swoim łóżku ? - zapytała zszokowana Rydel.
- Już ci wszystko wyjaśniam.
- No słucham.. Co łóżko mu się popsuło czy zasnął przed telewizorem ?
- Niee. - odparła matka - No więc, teraz niedawno byłam w pokoju Rossa. I tam w łóżku twojego brata leży Laura. - oznajmiła.
- Laura ? Ale jak ? Skąd ? Kiedy ? - zadawała pytania jeszcze bardziej zszokowana - Nie ogarniam. - złapała się za głowę.
- Czego nie ogarniasz ? Laura spała u nas, a Ross udostępnił jej swoje łóżko.
- Ale skąd ona się tutaj wzięła ? I dlaczego nie przyszła do mnie, tak jak zazwyczaj, tylko poszła do Rossa. - zastanawiała się blondynka.
- Pewnie przyszła przeprosić.. nie wiem, tak sądzę. A zresztą dowiemy się jak Ross się obudzi.
- Tylko ile mam czekać ?
- Oj, daj bratu odpocząć.
- Daję mu 20 minut i chcę wszystko wiedzieć.
- A co jak się nie obudzi za 20 minut ? - zapytała Stormie.
- Obudzę go. - odparła.
- Oj daj mu pospać. Tyle się ostatnio wydarzyło.
- Nie e.. Musi mi to wyjaśnić, przecież jestem jego starszą siostrą.
- No dobrze, ale nie budź go.
- Hmm. zobaczy się.
Rydel podeszła do lodówki i wyjęła potrzebne produkty do robienia kanapki z serem. Robiąc śniadanie, do kuchni przyszła Laura.
- Dzień dobry Laura - powiedziała Stormie i Rydel.
- Dzień dobry. Ja .. ja może już pójdę.
- Nie.. zostań. - odparła Rydel.
- Ale nie powinno mnie tu być.
- Powinnaś i może powiesz jak to się stało, że spałaś tutaj ? - spytała grzecznie blondynka.
- No bo Ross nalegał.
- A jak się tutaj znalazłaś ?
- Bo ja przyszłam przeprosić go.
- Za co ? - dopytywała dalej.
- Ehmm.. - nagle z salonu wyszedł lekko zaspany Ross.
- Witam - przywitał się.
- Ross.. dlaczego nie mówiłeś, że Laura wczoraj przyszła.? - spytała siostra.
- Ehh.. nie chciałem ciebie budzić
- Aa.. okej. Ale mogłeś powiedzieć.
- Niee..po co ? Spędziłem z Laurą przyjemny wieczór, co nie Laura ?
- Taak. Było fajnie. Ale muszę już iść.
- Odprowadzę ciebie. - powiedział Ross.
- Taa.. no pewnie po tym wszystkim jeszcze będziesz mnie odprowadzał ? Zostań. - powiedziała brunetka.
- "Po tym wszystkim"..hmm. Coś się wydarzyło w nocy ? - dopytywała Rydel.
- Niee.. a co miało się wydarzyć ? - zapytał Ross.
- No nie wiem.. ty i Laura.. razem.. w nocy - powiedziała dwuznacznie podnosząc brwi.
- Ty chyba głupia jesteś. Sądzisz, że my.. no wiesz.. - zarumienił się.
- No nie wiem właśnie tego.
- Siostro chyba za dużo gadasz z Ratliffem.
- Nie prawda. Więc ? - dopytała Rydel. Laura przyglądała się całej sytuacji.
- Co więc ?
- Noo.
- Oczywiście, że nie. Dobra Laura, idziemy ? - zwrócił się do dziewczyny.
- Tak. - odparła i wyszli z domu.
- Oj Rydel, Rydel. Trochę przesadziłaś z tym od razu. - powiedziała Stormie, po wyjściu Rossa i Laury.
- Oj tam. Powiedziałam to co sądziłam. - uśmiechnęła się.
- Ty na serio tak myślałaś ?
- Nie wiem, nie wiedziałam co o tym myśleć. - powiedziała blondynka. Nagle do kuchni przyszedł Riker.
- O czym myśleć ? - dopytał Riker, biorąc karton soku z lodówki. i następnie zaczął pić.
- O tym, że Laura tutaj nocowała. - powiedziała. Po wypowiedzeniu, najstarszy zachłysnął się napojem.
- Że coo ?
- No tak.
- Aa okej. A gdzie ona spała ?
- W pokoju Rossa.
- Razem ?! - zapytał zszokowany
- Niee.. Ross spał na kanapie w salonie.
- Eeee..to do niczego nie doszło. - powiedział zrezygnowanie.
- A do czego miałoby dojść ? - zapytała matka, nie wierząc w to o czym jej dzieci myślały.
- No wiesz, mamo.
- Wy tylko o tym.
- Czekaj Riker.. po twoim entuzjazmie wyczułam, że to źle, że do tego nie doszło. - powiedziała Rydel.
- Hmm.. no wiesz. Na moje to oni do siebie pasują. - odparł.
- Wiem, słodko razem wygladają.
- Nie rozumiem dlaczego oni nie są razem.
- Zrobimy coś z tym ? - zapytała.
- Ale co.. chcesz ich swatać ?
- No może.. - uśmiechnęła się.
- Ale ona ma chłopaka.
- Oj tam. Więc jak, wchodzisz w to ?
- No oczywiście, że tak.
- To super. - przybili sobie piątkę.
- Ohh, czego wy dzieci nie wymyślicie - uśmiechnęła się Stormie.



Heej :)
Wiem, że już dawno nie dodawałam żadnego rozdziału, za co przepraszam i dziękuję że czekaliście. <3 Tyle się wydarzyło ostatnio, że ho ho.. jeszcze wszystkich nowych rozdziałów nie przeczytałam, ale postaram się to zrobić jak najszybciej :)
A co do rozdziału.. to wiem było dużo o Rossie i Laurze, ale taką mam wizję. ^.^  Komentujcie co sądzicie :D



R5 - Loud <3




środa, 6 lutego 2013

14. Kara

- Coo ?! Ale jak to ? Kara ? - zapytała Rydel.
- No tak..
- Ale przecież ja jestem już pełnoletnia. Nie możecie mnie traktować jak małe dziecko - sprzeciwiła się blondynka.
- Ale żyjesz pod moim dachem.. nie ma nic do gadania. Aby było sprawiedliwie, to wszyscy dostajecie tą karę - odparła stanowczo Stormie.
- Suuuper. - mówiła sarkastycznie.
- Więc będziecie codziennie zmywać naczynia, wynosić śmieci, sprzątać dom i robić posiłki przez dwa tygodnie.
- Coo ?! - krzyknęło rodzeństwo.
- Hahahaha - zaczął się śmiać Ratliff - Aż was mi żal.
- Debil - skomentował krótko Riker, po czym dodał złośliwie - Głupi ma zawsze szczęście.
- No Ratliff ty tak się nie ciesz.. - zaczęła Stormie.
- Tak, mamo.. daj mu też karę ! - powiedziała Rydel.
- Ja nie mogę, nie jestem jego mamą. Ale postaram się, aby mama Ratliffa dała mu odpowiednie zajęcia.
- Ejj ! - buntował się brunet - Proszę pani, proszę nie mówić nic mojej mamie.
- Hmm.. Tylko, że ona chyba już o wszystkim wie - powiedziała pani Lynch, Ratliff nie wiedział o co chodzi. - Odwróć się. - chłopak posłuchał starszej pani i spojrzał za siebie. Stała tam matka bruneta. Gdy spojrzał na nią, zamurowało go. Nie wiedział co powiedzieć.
- Cześć mamo - zaczął łagodnie.
- Ja ci zaraz dam "Cześć mamo". Możesz mi wyjaśnić co się tutaj dzieje ? - zapytała stanowczo kobieta.
- Yy.. noo.. ten..stoimy sobie na podwórku, rozmawiamy ze sobą i tyle - uśmiechnął się Ratliff, mając nadzieje, że o to chodziło jego mamie. Lecz jednak się mylił.
- Bardzo śmieszne - powiedziała sarkastycznie, po czym zadała pytanie do wszystkich - Więc kto mi to wytłumaczy ? - nastała cisza. Stormie spojrzała an Ratliffa, który wyglądał na przestraszonego. Nie chciał, aby się wydało, że on też brał w tym udział.
- Ja powiem - odezwała się Stormie, spoglądając na smutnego chłopaka.
- Tak ? Słucham..
- Mnie nie było co prawda, ale gdy przyjechałam to dowiedziałam się, że.. że moi synowie i córka zrobili imprezę nic mi o tym nie mówiąc. - powiedziała pani Lynch.
- Hmm.. a czy mój syn miał coś z tym wspólnego ? - zapytała matka. Brunet spojrzał na panią Lynch z błagalnym wzrokiem.
- Co.. Ratliff ? Ratliff nie. On dopiero niedawno co przyszedł. Nie było go na tej imprezie. - skłamała Stormie broniąc bruneta. Na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
- Hmm.. aż dziwne.. Ale jak tak mówisz, to tak na pewno było - powiedziała kobieta.
- Tak, tak było - utwierdzała pani Lynch.
- A gdzie jest Ross i Rocky ? - zapytała rozglądając się wkoło.
- Dowiedziałam się, że zabrała ich policja. Mają zadzwonić kiedy można ich odebrać.
- Ojej.. a dlaczego ? Jak to się stało ? - przeraziła się.
- Podobno Ross uderzył jakiegoś chłopaka. A Rocky za to uderzył policjanta.
- Oj.. to nie dobrze. Mam nadzieje, że szybko ich puszczą.
- Też mam taką nadzieje
- My już pójdziemy. - oznajmiła mama Ratliffa.
- Dobrze.
- To do zobaczenia.. - zaczęła się kierować do swojego domu, który był zresztą niecałe 5 minut od domu Lynchów. Ratliff nie ruszał się z miejsca, cały czas patrzył na Stormie dziękczynnym wzrokiem. Nagle jego matka będąc kilkanaście metrów od ich, zauważyła, że idzie sama, zatrzymała się i zawołała - Ratliff ! Chodź ze mną !
- Już idę mamo ! - odkrzyknął i podszedł do Stormie z uśmiechem i powiedział - Dziękuję bardzo pani - następnie szybko pobiegł do swojej matki.
- Dlaczego uratowałaś go ? Należała mu się też kara.. - zaczął Riker.
- Właściwie on nie zasługiwał na karę. - odparła pani Lynch.
- Jak to nie ? Jak się zadaje z nami, to też go obowiązuje. On pomagał zrealizować tą imprezę. - podał argument.
- Pewnie nie miał innego wyjścia. Musiał.
- Nie musiał.
- Nie kłóć się. Pamiętaj mamusia ma zawsze rację - powiedziała Stormie kończąc. Synowie i córka spojrzeli się na nią ze zdziwioną miną - A co ? Nie prawda ? - zapytała.
- Yyy.. więc.. noo..nii - zaczął Riker, lecz nie dokończył, bo Rydel go lekko uderzyła w ramię, niby lekko.. ale Rikera to zabolało - Oł łaa ! - krzyknął. Rydel spojrzała na niego znaczącym wzrokiem - Tak, mamusiu masz zawsze rację.
- No właśnie - uśmiechnęła się. - Dobra teraz powiedzcie mi jak to teraz ma wyglądać z policją ? Kiedy mamy ich odebrać ?
- Rocky'ego będzie można dopiero jutro, a Ross'a za ponad godzinę.. nie wiem. Powinni zadzwonić - odpowiedziała Rydel.
- Ok.. to czekamy na telefon. A wy w tym czasie posprzątacie ! - rozkazała.
- Eeee - jęczeli i zabrali się do roboty.

Po godzinie dom był już w miarę ogarnięty. Stormie i Mark siedzieli wygodnie w fotelach i wskazywali miejsca, w których mają dokładnie posprzątać ich dzieci. Nagle zadzwonił telefon od policji. Kazali przyjechać po Rossa. Cała rodzina szybko się zabrała w samochód i pojechała na komisariat. Weszli do budynku. W miarę szybko wyszukali odpowiedniego pomieszczenia, gdzie siedział Ross.
- Ross ! - ucieszyła się matka, uściskując mocno synka.
- Mamo ?! - zdziwił się młodszy, Stormie nadal go nie puszczała z ramion. Przytulała go z całych sił - Mamo... udusisz mnie.. - ledwo powiedział na wdechu.
- A no tak - puściła blondyna.
- Dziękuję - odparł łapiąc się za brzuch.
- Dobra, to było miłe przywitanie.. a teraz na poważnie.. - zaczęła - Jak mogłeś uderzyć kogoś ?! - krzyknęła ostro.
- Zasłużył. - odpowiedział krótko.
- Co ? Dlaczego tak mówisz ? On coś ci zrobił ? - dopytywała Stormie. Reszta towarzystwa uważnie słuchała.
- Mi nie.. Laurze.
- Jak to ? Przecież to jest jej chłopak - wtrąciła Rydel.
- No tak.. niby jest.. to było tak.. szukałem Laury wszędzie.. przeszedłem cały dom.. nagle przejrzałem przez okno i zobaczyłem ją z tym facetem... wyglądało jakby się kłócili.. nagle zauważyłem jak zaczął ją szarpać.. i nie moglem wytrzymać i wybiegłem z domu i kazałem ją puścić.. i on potem się zapytał, co mu zrobię.. no i tak jakoś wyszło.
- Wiedziałem, że bez powodu byś nie uderzył nikogo. - powiedział Riker.
- No oczywiście, że nie.
- W sumie to powinni ciebie nazwać bohaterem i nosić na rękach. Tylko zastanawia mnie dlaczego Laura kłamała.. - powiedziała siostra.
- Sądzę, że Laura się go boi - odparł Ross.
- Nie wiem.. możee.
- Dobrze.. pani Lynch ? - zapytał policjant, który podszedł do rodziny.
- Tutaj ! - odezwała się mama.
- Musieliśmy panią wezwać, bo pani syn jest niepełnoletni. Ale dobrze, my już wszystko wiemy. Możecie zabrać go.
- Ok - odparła Stormie, po czym zapytała - A co z Rocky'm ? Kiedy będzie można go zabrać ?
- On dopiero jutro, odezwiemy się do pani. - oznajmił.
- A można wiedzieć co z tym, którego uderzyłem ? Coś poważnego ? - wtrącił Ross.
- Mamy wieści ze szpitala i ma tylko złamany nos. Nic poważnego. Ma pan dużo szczęścia. Gdyby okazało się to poważniejsze, to pan by miał większe problemy - mówił policjant.
- To dobrze.. to znaczy źle.. ale dobrze, że to tylko złamany nos. - uśmiechnął się.
- No dobrze, przepraszamy za problem i do widzenia - powiedziała pani Lynch.
Rodzina wyszła z budynku i następnie wsiedli w samochód i wrócili do domu. Wysiedli i weszli do środka. Była godzina 22. Każdy już zmęczony poszedł do swojego pokoju. Umyli się, każdy po kolei. O godzinie 23 każdy już leżał w swoim łóżku i smacznie spał. Prawie każdy, bo oprócz Rossa. Nie mógł spać. Cały czas rozmyślał o tym zdarzeniu. "Dlaczego Laura mnie nie broniła ? Boi się go ? Że mu coś zrobi ? Czy co ?" rozmyślał blondyn. Leżał tak myśląc. Nagle poczuł, że jest głodny. Zszedł na dół, do kuchni. Wszędzie było ciemno, więc pozapalał światła. Doszedł do lodówki i zaczął szukać czegoś do jedzenia. Wyjął jogurt i położył na stole. Chciał już iść po łyżeczkę, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. "Kto to ? O takiej godzinie ?" myślał. Podszedł do drzwi i otworzył je...


Dan Dan Dan !

Heej ! :)
Na początku chcę was przeprosić, że musieliście tyle czekać na rozdział. Ale nie miałam czasu na napisanie. Mam nadzieje, że wybaczycie :) Tyle ostatnio się dzieje.. nie ogarniam, ale w końcu udało mi się napisać ten bezsensowny rozdział. Miał być jutro, ale mój ukochany molestownik Weronika się smuciła, że już chce przeczytać, więc masz i ciesz się. :D Jest taki sobie.. nie mam o nim specjalnego zdania. :)
I kto to zadzwonił do drzwi ? Hmm ? Ktoś jest ciekawy ? Dowiecie się w następnym rozdziale, który znowu nie wiem kiedy będzie. :)
A i jeszcze jedno, dziękuję za tamte komentarze.. :* jesteście kochani.

P.S Specjalne buziaki dla Sylwii :*




One Direction - Save You Tonight <3







piątek, 25 stycznia 2013

13. Policja

Policjanci wyszli z radiowozu i podbiegli do leżącego mężczyzny. Leciała mu krew z nosa. Nick był nie przytomny. Nie odpowiadał na nic. Ross i Laura stali i patrzeli bezczynnie na to, co się dzieje. Jeden z policjantów wyjął telefon i zadzwonił na pogotowie. Następnie podszedł do Rossa.
- Ale nic mu nie będzie, nie ? - zapytał lekko przestraszony Ross, policjanta.
- Teraz stracił przytomność. Ale raczej oprócz złamanego nosa, to nic mu nie będzie. A to pan to zrobił, tak ? - spytał.
- Tak. Ale on mnie sprowokował.. To.. to nie moja wina. - bronił się.
- Tego nie wiem. Przejeżdżałem i widziałem tylko jak uderzasz go.
- Naprawdę mnie sprowokował. Laura powiedz jak było. - powiedział i spojrzał się na przestraszoną dziewczynę.
- Yy.. więc... - brunetka nie mogła się wysłowić, nie wiedziała co ma powiedzieć. Wiedziała, że Ross mógł sobie odpuścić i nie dać się tak sprowokować. Ale z drugiej strony blondyn ją obronił, stanął w jej obronie. Nagle z domu Lynchów wybiegła cała rodzina oraz goście. Nicole podbiegła do nieprzytomnego mężczyzny i ukucnęła obok niego. Była w szoku, zresztą, tak jak wszyscy. Rydel spojrzała i od razu go poznała. To był ten kuzyn Nicole, którego widziała raz w sklepie i raz w parku. Riker podszedł do Rossa.
- Co tutaj się dzieje ? - spytał Riker patrząc to na Rossa, to na policjanta. - Czemu ten chłopak tutaj leży ledwo co przytomny i do tego z zakrwawionym nosem ?
- Riker ! No dobra może i go uderzyłem, alee.. ale on mnie sprowokował. - mówił blondyn. Nagle pod dom podjechała karetka. Ratownicy wybiegli z wozu i podbiegli do leżącego Nicka. Wszyscy przypatrywali się akcji ratowniczej. Szybko położyli go na nosze i zabrali do samochodu. Karetka odjechała, lecz nie na sygnale, więc to nic poważnego.
- Więc on ciebie sprowokował, tak ? - spytał policjant.
- Tak.
- Ale i tak ciebie zabieramy na komisariat. Musisz za to odpowiedzieć.
- Ale ale.. I co Laura nic nie powiesz ? - chłopak powiedział z nadzieją do przestraszonej dziewczyny. Ona milczała, nie wiadomo dlaczego. Mogła bronić go, tak jak on ją, ale się nie odezwała. Blondyn spojrzał na nią z niedowierzaniem. On poświęcił się dla niej, a ona nic ? Policjant wyjął kajdanki i podszedł do młodzieńca. Nagle z tłumu wyszedł pijany Rocky. Ledwo co stał na nogach. Zauważając co się dzieje, podszedł do policjanta.
- Co.. co tutaj się dzieje ? Zabieracie mi.. zabieracie mi brata ? Ja wam dam ! Wara kto.. kto go mi dotknie ! - zaczął się rzucać. Wszyscy obserwowali co się dzieje.
- Niech pan się uspokoi ! - mówił ze spokojem policjant.
- Coo ? Pan mnie uspokaja ? Mnie ? Toć ja.. ja jestem spokojny..Ale zostawcie mojego brata w spokoju ! Rozumiemy się ?! - krzyknął.
- Pan tutaj nie jest od wydawania mi rozkazów. - odparł spokojnie.
- Oj czyżby ?
- Tak.. i proszę odejść stąd ! Pan jest pijany !
- Ja ? Ja pijany ? Chyba tobie coś się pomyliło... a może to ty jesteś pijany ? Natychmiast zostawcie mojego Rossa w spokoju !
- Rocky ! Skończ już ! - powiedziała Rydel.
- Oo nie.. Ale dlaczego niby mam skończyć ? To oni zabierają... zabierają mi brata ! On.. on jest niewinny !
- Jest, bo uderzył. - mówił spokojnie policjant.
- On ? Phihi.. Przecież mój brat nigdy by tego nie zrobił.. -zapewniał ledwo co stojąc na nogach.
- A jednak. Dobra koniec rozmów. Zabieramy go - powiedział stanowczo umundurowany i założył kajdanki na rękach Rossa. Rocky gdy to zobaczył, coś w niego wstąpiło.
- O nieee ! Zostawcie go ! Wy popierdolone psy ! - krzyknął.
- Zaraz pana też zabierzemy ! Przed chwilą pan nas obraził. A obrażanie, a tym bardziej policjantów, jest to przekroczenie prawa !
- Tak ? Dobra, zabierajcie.. Tylko nie widzę powodów. Nic takiego nie powiedziałem. Tylko prawdę !
- Niech już lepiej nie przegina. Mógłbym pana już dawno spakować do samochodu i zawieść na izbę wytrzeźwień, ale tego nie zrobię. - powiedział mężczyzna i zaczął się kierować w stronę radiowozu popychając Rossa.
- Powiedziałem on jest niewinny ! - szargnął się Rocky i uderzył zamkniętą pięścią w twarz policjanta. On upadł na ziemie, ale od razu się podniósł, łapiąc się na nos. Leciała z niego krew.
- Rocky !! Ty głupi jesteś ? - krzyknął Riker. - Zastanów się, co ty robisz !
- Teraz chłopcze przegiąłeś. - powiedział poważnie policjant - Cody ! Chodź tutaj ! - zawołał siedzącego w radiowozie młodszego policjanta. Ten od razu wybiegł z wozu. - Wyjmij kajdanki i załóż je temu pijanemu chłopczykowi !
- Tak jest ! - odparł i następnie wykonał polecenie. Było ciężko założyć Rocky'emu kajdanki, bo nie chciał dać rąk. Ale dzięki pomocy Rikera udało się go zapakować do radiowozu.
- My bardzo przepraszamy za zachowanie naszych braci - Riker zwrócił się do policjanta, który podtrzymywał krwotok z nosa.
- Taaa.. może ten młodszy był bardziej uprzejmy, od tego starszego. Jaki on daje przykład. - odparł.
- Tak, wiem. Ale po pijanemu Rocky'emu odbija.
- Wie pan. Też lubię sobie czasem wypić, ale z umiarem. Jak widać twój brat nie wie ile może wypić.
- Taak.. ostatnio zastrzegał się, że już nigdy nie wypije. Coś mu nie wyszło. - mówił blondyn.
- Heh, no tak. Ludzie często tak mówią, ale ciężko im to wychodzi. A co ? Tutaj impreza była, tak ?
- Tak. Wie pan, rodziców nie ma. Korzystamy.
- Tak, wiem. Też kiedyś byłem w waszym wieku i powiem jedno to jest głupi wiek.
- Tak, wiemy. - odparł z lekkim uśmiechem.
- Dobrze..więc.. ten młodszy, pewnie dostanie mandat za bójkę.. ale zobaczy się. A panienka miała mówić jak to było.. - policjant zwrócił się do Laury, która stała bezczynnie i patrzała na Rossa, który siedział w radiowozie.
- Jaa ? Ja nie wiem.. Musze już iść. - powiedziała szybko.
- Ale niech pani poczeka. Pani się czegoś boi ?
- Yy.. niee. - zaprzeczyła niespokojnie.
- Laura.. co się dzieje ? - zapytał Riker.
- Co ? Nie, nic. No było tak jak pan policjant mówi. Uderzył go.
- Ahaa.. a co się wydarzyło przed tym ?
- No gadaliśmy, normalnie. I Ross wyszedł z domu i się zaczął rzucać na Nicka - skłamała.
- Aaa. to wszystko zmienia. - powiedział policjant.
- Aż nie chce mi się wierzyć, że Ross to zrobił bez powodu. On taki nie jest. Musiał mieć powód. - oznajmił Riker.
- Nie wiem. Dowody mówią przeciwko niemu. Ja ich zabieram. Ten młodszy będzie do odebrania za dwie godziny, a ten starszy za 24 godziny, jak wytrzeźwieje. - oznajmił policjant.
- Dobrze, dobrze. Jeszcze raz przepraszamy za kłopoty.
- Nie szkodzi, rozumiem. - odparł i skierował się do samochodu. Odpalił radiowóz. Wszyscy patrzeli na Rossa, który siedział z brzegu i był widoczny. Był smutny. Podniósł wzrok i spojrzał na Laurę, która stała bezczynnie i nagle zaczęły płynąć łzy dziewczynie. Chłopak patrzył na nią z wielkim żalem i lekką złością. Nagle samochód ruszył i odjechał. Brunetka szybko otarła łzy, aby nikt nie widział. Następnie do pozostałego rodzeństwa podszedł Jake z siostrą i Nicole.
- Przepraszam, że się wtrącam. Ale chcieliśmy się pożegnać - powiedział Jake.
- Ok, przepraszamy za taki koniec imprezy - powiedziała Rydel.
- Eee.. spokojnie. Taki bardzo oryginalny koniec, nie powiem, że nie - zaśmiał się Jake.
- Heh.. no tak. To paa - pożegnała się z rodziną Johnsonów. Oni poszli. Rydel spojrzała na Laurę i zapytała - Laura, kim jest dla ciebie Nick ?
- To mój chłopak. - odparła.
- Aaa.. a wiedziałaś o tym, że moja przyjaciółka, Nicole jest jego kuzynką ? - zapytała blondynka.
- Hmm.. nie wiem. Nigdy mi nic nie mówił o swojej rodzinie.
- Aha.. a ile go znasz ? - podpytywała dalej.
- Jestem z nim już od 2 tygodni. - oznajmiła.
- To krótko.
- No wiem.
- A czemu jesteś taka smutna ? Wszystko będzie dobrze. - powiedziała Rydel uśmiechając się do zmartwionej brunetki.
- Nie nic..ja już idę. - odpowiedziała smutno.
- Dobra, trzymaj się. Paa - Rydel pożegnała się. Laura poszła w stronę swojego domu. - Coś jej jest. - blondynka powiedziała do braci.
- Taak. Nie wierzę w to, że Ross bez powodu, by uderzył kogoś. - powiedział Ryland.
- Też w to nie wierzę - mówił Ratliff.
- Jak my powiemy o tym mamie ? - Rydel złapała się za głowę.
- Nie powiemy. - odparł Riker.
Przed domem jeszcze stało kilkadziesiąt gości. Stali w ciszy, nie wiedzieli co powiedzieć. Nagle przejeżdża jakaś taksówka i zatrzymuje się przed nimi. Towarzystwo przyglądało się kto wysiądzie z niej. Otwierają się drzwi, a tu nagle wychodzi mama Stormie i tata Mark. Gdy Lynchowie zobaczyli swoich rodziców nie wiedzieli co zrobić. Małżeństwo spojrzało na tłum ludzi na podwórku i od razu spojrzeli na swoje dzieci, które stały w rządku.
- Ktoś mi wytłumaczy co się tu dzieje ? - krzyknęła mama.
- Ja chyba już pójdę - powiedział speszony Ratliff.
- Ty, stój ! - krzyknęła. Przestraszony brunet posłuchał rozkazu i stanął grzecznie obok pozostałych Lynchów - Zrobiliście imprezę nie mówiąc mi o tym ?
- Yy.. taak. - odpowiedział najstarszy.
- Czyj to był pomysł ? - spytała, rodzeństwo spojrzało na siebie. Wiedzieli, że to był pomysł Rossa.
- Mój - Riker wziął na siebie całą winę. Nie chciał, aby jego młodszy brat miał jeszcze więcej problemów. - Przepraszam, ja to wymyśliłem.
- Ehhh.. - westchnęła i rozejrzała się wkoło - A gdzie jest Ross i Rocky ?
- Yy.. no ten - zaczął najstarszy - Yy.. nie będziesz zadowolona.
- Tak ? Słucham ? Nic mnie już chyba nie zdziwi.
- Więc - wziął głęboki wdech - więc Ross i Rocky są teraz na komisariacie.
- Coo ?! Dlaczego ?
- Ross za to, że uderzył jednego gościa, a Rocky za to, że uderzył policjanta. - oznajmił.
- O mój boże ! Nie wierze ! Powiedzcie, że to jest jakiś koszmar.
- Niestety to nie jest sen.. to się dzieje naprawdę. - powiedział blondyn.
- To ładnie ! Świetnie ! Ale oni będą mieli w papierach to zapisane. Chyba dałam wam za dużo luzów. Teraz wiem, że nie mogę nigdzie wyjeżdżać.
- To moja wina - powiedział pewnie Riker.
- Nie tylko twoja.. wasza, wszystkich.. Dlatego muszę dać wam karę... - zaczęła mama.




Heeej ! :)
Rozdział powstał w miarę szybko, a to dzięki  molestownikowi (Weronice) :* ! Ona tak łatwo nie odpuszcza <3 ! :D
Noo mój nieszczęsny rozdział. Nudy, nudy i jeszcze raz nudyy ! :( Nie wiem.. chyba piszę coraz gorzej.. przepraszam. Proszę o szczere komentarze ! :)




R5  <3



sobota, 19 stycznia 2013

12. Niespodzianka

Godzina 9 rano, Ross wstał z łóżka, a następnie udał się do łazienki, aby wziąć prysznic i się ubrać. Później poszedł obudzić Rocky'ego, ponieważ on dzisiaj ma robić dla wszystkich posiłki. Taka była umowa. Blondyn wszedł do pokoju Rocky'ego. Wszędzie były pozasłaniane żaluzje, a on smacznie spał w swoim łóżeczku. Ross podszedł do łóżka i zastanowił się jaką technikę budzenia zastosować. "Brutalnie czy spokojnie ?.. hmmm.." myślał blondyn. Nagle podszedł do okien i odsłonił je, tak że w całym pokoju stało się bardzo jasno. Brunet się przebudził, bo promienie słoneczne raziły go w oczy. Ross był szczęśliwy, że tak łatwo udało mu się obudzić brata. Lecz to nie wystarczyło, aby Rocky wstał, ponieważ nie zważając na nic, przewrócił się na drugi boczek i dalej próbował zasnąć. Ross momentalnie się zdenerwował i podszedł do łóżka bruneta, a następnie złapał na kołdrę i pociągnął ją do siebie, w taki sposób, że odkrył go całego.
- Ejj ! - krzyknął starszy - Co ty robisz ? Nie zabieraj mi kołdry !
- Musisz wstać !
- Dlaczego ? Która godzina ? - spytał zaspany i zdezorientowany brat.
- 9:30.. i musisz wstać zrobić śniadanie.
- Kurdee ! Ale mi się nie chce... - narzekał.
- Ale taka umowa.
- Ojj ciicho.. dobra wstaję - powiedział i następnie spróbował wstać. Z wielkim trudem udało mu się usiąść.
- Noo.. brawo ! - powiedział Ross, widząc jak brat już siedzi. Nagle Rocky położył spowrotem głowę na poduszce, tak jakby miał jakieś bardzo silne przyciąganie do łóżka. - Eeejj ! - krzyknął Ross.
- No co ?
- Wstawaj, albo zastosuję coś czego byś nie chciał doświadczyć. - zagroził.
- To znaczy ?
- Hmmm - Ross zrobił szatańską minkę - Chyba w kuchni jeszcze zostało trochę makaronu.
- I co z tym makaronem ? Byś mnie obrzucił nim ? - spytał. Ross tylko na niego spojrzał z uśmiechniętą miną. - Dobra już wstaję - powiedział Rocky i wstał z łóżka. Wziął ubrania i poszedł do łazienki.
- Noo.. jestem mistrzem - powiedział zadowolony z siebie.
O godzinie 10 wszyscy czekali głodni w kuchni, aż Rocky w końcu przygotuje dla wszystkich kanapki. Trochę się gubił na początku, ale dał radę. Każdy z uśmiechem zjadł swoje kanapki. Ross o godzinie 10:15 wyszedł z domu, bo o 10:30 miał być na planie serialu. Reszta towarzystwa zaczęła przygotowywać się do imprezy. Rydel powydzwaniała do wszystkich znajomych, aby zaprosić ich. Na imprezę zgodziło się 34 osób. Gdzie pewnie z połowa przyjdzie ze swoimi znajomymi. Później podzielili się na zespoły. Część miała trochę posprzątać, a druga grupa iść na zakupy. Oczywiście było tak samo, jak przed Sylwestrem.. Rydel, Riker i Ryland zajęli się zakupami, a Rocky i Ratliff porządkami. Tym razem obyło się bez niepotrzebnych problemów. Dom w niecałą godzinę lśnił czystością i starczyło pieniędzy na duże zakupy.

W tym czasie na planie serialu. Laura nadal była trochę rozkojarzona, ale starała się jak tylko mogła. Gdy przyszła do pracy, miała podkrążone oczy. Kosmetyczka musiała się bardzo postarać, aby to zakryć. O godzinie 14 mieli nagrany już cały odcinek. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, bo jak długo można nakręcać jeden dwudziestominutowy odcinek. Następnie Ross szybko poszedł do swojej garderoby i się przebrał. Spieszył się, bo chciał złapać wszystkich przyjaciół zanim pójdą do domu i ich zabrać na imprezę. Na początku poszedł do garderoby Caluma. Drzwi były otwarte, więc Ross wszedł do środka. On siedział i gadał z kimś przez telefon. Rudzielec zauważając Rossa pożegnał się z kimś i odłożył komórkę.
- Ross.. coś się stało ? - spytał grzecznie.
- Nie.. to znaczy tak. - odparł blondyn.
- Taak ?
- Więc masz dzisiaj wolny wieczór ?
- Raczej tak, a co ?
- Bo organizuję imprezę u siebie w domu - powiedział szeptem.
- Dlaczego mówisz szeptem ?
- Bo nie chce aby Laura się o tym dowiedziała. Że jest impreza. - nadal mówił szeptem.
- Aaa.. nie chcesz jej zaprosić ? Dziwne, przecież ty ją lubisz. - powiedział rudy.
- Nie o to chodzi. Zaproszę Laurę, ale ona będzie sądziła, że tylko na kawę jedziemy. To ma być taka niespodziewana impreza dla niej. Bo nie wiem czy zauważyłeś, ale ona ostatnio jest smutna.
- Tak, widzę. Awwww.. ale ty jesteś miły - uśmiechnął się.
- Tak, wiem. Jestem uroczy. - odparł także uśmiechnięty Ross.
- Czy ty coś do niej czujesz ? No wiesz, coś więcej niż przyjaźń ?
- Coo ? Nie ! - oburzył się Ross - My jesteśmy tylko przyjaciółmi, nic więcej. No co ? Przyjaciele sobie pomagają. A ja pomagam Laurze, by się uśmiechnęła.
- No jeżeli tak uważasz.
- Tak, uważam - powiedział zdecydowanie - Dobra koniec gadania ! Idziemy po Raini, a następnie po Laurę.
- Ok
Przyjaciele poszli w stronę garderoby Raini. Drzwi były zamknięte. Zapukali, lecz nikt nie otwierał. Zdecydowali, że pójdą do garderoby Laury. Tam drzwi też były zamknięte. W myślach Rossa pojawiły się najgorsze myśli. "I co teraz ? Zagadałem się zbyt długo z Calumem i mój plan się nie uda ?' pomyślał. Lecz zapukali do drzwi. Otworzyła Raini.
- Raini ? Co ty tu robisz ? Jest może Laura ? - zadawał pytania Ross.
- Laura ? Jest. Ale jest trochę zajęta. - powiedziała Raini.
- Ale ja chce jej coś zaproponować. - odparł blondyn.
- Hmm.. - zastanowiła się i następnie skierowała głowę w drugą stronę  - Laura ? Mogą wejść ? - zapytała, chłopacy usłyszeli ciche "Tak". - Dobra wchodźcie - otworzyła szerzej drzwi. Przyjaciele weszli do środka. Laura siedziała zapłakana na kanapie. Wszędzie waliły się zużyte chusteczki.
- Boże ! Laura ? Co się stało ? - spytał blondyn.
- Nie, nic - skłamała.
- Taa.. właśnie widzę. - powiedział Ross, lecz nie chciał ciągnąć dalej tego tematu - Dobra, na początku mam pytanie.
- Jakie ? - zaciekawiła się.
- Czy masz dzisiaj wolny wieczór ?
- Yy.. nie wiem, chyba tak. Nie planuje nic. Albo wiem, co będę robić. Będę leżała w pokoju i oglądała telewizję i wcinała popcorn. - odparła.
- Okeej. A może byś chciała przyjechać do mnie ? Rydel ostatnio pytała o ciebie. Wypijemy kawkę, pogadasz sobie z moją siostrą, co ? - zaproponował.
- No nie wiem.
- Ale ja wiem. Prosze - nalegał, robiąc smutne oczka.
- Ugh ! Nie lubię tego wzroku. Dobra, niech ci będzie - zgodziła się.
- Oo tak !. Dzięki. Będzie fajnie. - powiedział.
- No pewnie. Lubię rozmawiać z Rydel. - odparła.
- Oo.. Raini ty też możesz iść. - zaproponował Ross, Raini. - Calum też idzie - dodał.
- Okej.. w sumie też nie mam nic do roboty.
- No i świetnie. To jedziemy. - powiedział zadowolony blondyn.
- Coo ? Już ? - zapytała Laura.
- Tak.
- Ale ja muszę się ogarnąć.
- Nie ma czasu. Jedziemy.
- Daj mi chociaż makijaż zrobić.
- Niech ci będzie. - zgodził się. Laura szybko podeszła do swojego lustra i wyjęła kosmetyczkę.
- Hmm.. który kolor cienia mam wybrać ? - spytała.
- Obojętnie. - odparł blondyn.
- Ale żeś mi pomógł.
- Jak chcesz to ci pomogę i sam ci to zrobię. - zaproponował Ross, uśmiechając się, Laura tylko na niego spojrzała z miną mówiącą za siebie, czyli 'nie' - Zrobię ci taki makijaż, że wszystkie dziewczyny będą ci zazdrościć.
- No na pewno. Ale dzięki, sama to zrobię.
- Jak tam chcesz.
Po 10 minutach wszyscy byli już gotowi. Wsiedli do samochodu Rossa i pojechali w stronę domu Lynchów.

Dotarli pod dom, była godzina 16. Wysiedli z samochodu. Muzyka tak głośno grała, że było ją słychać na zewnątrz.
- Ross ? Co jest grane ? - zaniepokoiła się.
- Yy.. nie wiem. - skłamał - wejdźmy do środka. - powiedział
Cała czwórka weszła do domu. W koło było pełno ludzi. Nagle Rydel uciszyła muzykę i powiedziała do mikrofonu.
- Heej ludzie ! Zobaczcie kto przyszedł. - wskazała na Rossa i jego przyjaciół - Taak, to Ross. To był jego pomysł, a wiecie dlaczego ? Ross ? Może powiesz ? - zachęciła blondynka. Ross poszedł na scenę i powiedział.
- Tak, to był mój pomysł. A zrobiłem to dla mojej przyjaciółki Laury ! - oznajmił blondyn, dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Awww - powiedzieli wszyscy goście z uśmiechem, Ross zszedł ze sceny i podszedł do dziewczyny.
- Laura, wiem, że ostatnio coś się dzieje. Jesteś smutna i cały czas płaczesz, więc dlatego chciałem abyś się trochę rozerwała. Mam nadzieje, że nie jesteś zła. - mówił. Laura na początku nic nie odpowiedziała, tylko przytuliła chłopaka.
- Dziękuję - uśmiechnęła się
- Nie ma za co.
Wszyscy zaczęli się świetnie bawić. Na imprezę oczywiście także przyszli Jake, Julia i Nicole. Już o godzinie 18, Rocky musiał iść dokupić alkohol. Tak, Rocky nie dał rady wytrzymać bez alkoholu i także pił.  Ross tańczył ze wszystkimi. Nawet Laura dała się namówić, na jeden taniec. I tak zeszło do godziny 20. Ludzi nie ubywało, a nawet przybywało. Było ich coraz więcej.  Lynchowie poznawali nowych ludzi. Po 20, R5 zdecydowało, że zaśpiewa kilka piosenek. I tak się stało. Zaśpiewali : 'Say You'll Stay", "Crazy 4 U", 'What Do I Have To Do', " Keep Away From This Girl". Wszystkim oczywiście się podobało. Następnie Rydel włączyła muzykę i całe R5 zeszło ze sceny i zaczęli się dalej bawić. Nagle Ross zauważył, że nigdzie nie ma Laury. Zaczął jej szukać.Przeszukał cały dom, ale jej nie było. Spojrzał przez okno, a ona stała przed domem z Nickiem. Wyglądało na to, jakby się kłócili. Dziewczyna była cała zapłakana. A Nick zamiast ją pocieszyć, było widać, że się na nią wydziera. Ross oglądał całe zajście. Nagle zobaczył jak Nick złapał za ręce Laury i zaczął są szarpać. Blondyn nie wytrzymał tego i nagle wybiegł z domu i podbiegł do kłócącej się pary.
- Ejj ! Nie szarp jej ! - krzyknął Ross. Mężczyzna i Laura spojrzeli na niego, lecz on cały czas trzymał mocno ręce brunetki - Puść ją !
- Bo co mi zrobisz, hmm ? - mówił pewien siebie Nick.
- Dobra sam się o to prosiłeś - powiedział Ross i uderzył z całej siły w nos mężczyzny. Nick upadł na ziemie.
- Ross ?! Co ty robisz ?! - krzyknęła Laura. Nagle nie wiadomo skąd, podjechał pod dom, samochód policyjny.




Dan dan dan !
Heej ! :D
Pech chciał, że pojawiła się tam policja. Czy Rossowi się dostanie za to ?  Dowiecie się w następnym rozdziale. :P
Taa, miało być jutro, ale jest dzisiaj. Ale to dzięki prośbom Weroniki i Sylwii. Jak one się uprą, to tak musi być. :)




Tomasz Niecik - Dziewczyna z Facebooka . :D


środa, 16 stycznia 2013

11. "Kuzyn"

Następnego dnia Ross wstał bez żadnego budzika o godzinie 7. Wszyscy jeszcze spali, nie chciał nikogo budzić, więc umył się i ubrał. Później zjadł śniadanie. Wiedział, że ma być na planie serialu o 10, a była 8. Nudziło mu się samemu, więc postanowił, że pojedzie wcześniej na plan. Wsiadł w samochód i pojechał. Na miejscu był przed 9, ponieważ były wielkie korki, chociaż i tak mu się nie spieszyło. Podjechał na parking, lecz nie był jedyny. Stał jeszcze jeden samochód, którego nie znał. Wysiadł z samochodu i wszedł do budynku. Przechodził korytarzem i nagle zauważył Laurę, która właśnie wychodziła z żeńskiej toalety.
- Laura ! - zawołał, dziewczyna odwróciła się.
- Ross ? Co ty tutaj robisz ? - spytała zdziwiona.
- Stoję ?
- Bardzo śmieszne. Wiesz zazwyczaj się spóźniasz, a teraz jesteś tak wcześnie. Wow.. jestem pełna podziwu. - uśmiechnęła się.
- Taa... nudziło mi się. Wszyscy spali.
- A mama ? Też spała ?
- Mamy nie ma w domu. - odparł chłopak.
- Jak to ? - spytała zdziwiona Laura.
- Wyjechała do cioci, do New Yorku.
- Aaa.. to u was musiał być niezły Sylwester.
- Taak, a właśnie.. dlaczego nie przyszłaś ? Dzwoniłem, ale nie odbierałaś. Więc wysłałem ci sms'em zaproszenie.
- Jak dzwoniłeś to miałam telefon wyciszony, więc nie słyszałam. - tłumaczyła - A gdy później zobaczyłam sms, to już miałam inne plany.
- Aa.. szkoda. Może na inną imprezę się załapiesz.
- Może.. - odparła, nagle korytarzem przechodzi jakiś facet, którego Ross widzi po raz pierwszy.
- Tutaj jesteś ! - mężczyzna zwrócił się do Laury - Szukałem cię ! Mówiłaś, że idziesz do toalety, a ty tutaj na pogaduszkach z Rossem.
- Tak, spotkałam go - odparła, a następnie zwróciła się do zdezorientowanego blondyna - Ross to jest mój chłopak, Nick.
- Ahaaa..Miło mi - podał rękę do Nicka, lecz on nie chciał jej uścisnąć. Ross wziął spowrotem rękę - To dlatego miałaś inne plany na Sylwester. - powiedział.
- Taaa.. - odpowiedziała i nastała niezręczna cisza. Ross, aby zapodać jakiś temat zapytał.
-  Ten samochód, co stoi na parkingu to twój, tak Nick ? Bo o ile mi wiadomo, to Laura nie ma prawo jazdów ..
- Tak, to mój - odpowiedział krótko, po czym znowu nastała niezręczna cisza. Ross patrzał raz na Laurę, a raz na Nicka.
- To może ja już pójdę - powiedział niepewnie Ross, czując, że przeszkadza.
- Gdzie !? - spytała trochę przerażona Laura i później dodała - Przecież za parę minut idziemy nagrywać.
- Muszę, zobaczyć coś do samochodu, niedługo będę - odparł blondyn i poszedł. "Ten facet jest naprawdę dziwny. Dlaczego on mnie nie lubi ? I dlaczego Laura tak zareagowała, gdy powiedziałem, że idę ?" myślał sobie blondyn idąc do samochodu. Na parking podjechali Calum i później Raini. Przywitali się. Gadali chwilę, stojąc przed budynkiem. Nagle Ross zauważył, jak Nick wychodzi i podchodzi do swojego samochodu. Wsiada i szybko odjeżdża z parkingu, gdzie stała trójka przyjaciół.
- Wiecie kto to był ? - spytał blondyn.
- Tak, chłopak Laury - odpowiedziała przewracając oczy Raini.
- Lubicie go ?
- Nie - odparła.
- A ty Calum ?
- Nie znam człowieka.
Następnie weszli do budynku. Każdy poszedł do swojej garderoby. Ross przebrał się i poszedł na plan. Tam już wszystko było przygotowane do nakręcenia sceny. Wszystko było oprócz Laury. To nie jest w jej stylu, aby się spóźniać.
- To kto po nią pójdzie ? - spytał reżyser.
- Ja - powiedział Ross, już chciał się kierować w stronę jej garderoby, gdy nagle na plan przybiega już gotowa Laura.
- Przepraszam za spóźnienie ! Już jestem ! - powiedziała dziewczyna.
- Okeej.. To gramy - powiedział reżyser.
- Czy ty płakałaś ? - spytał Ross dziewczyny, która miała lekko zapłakane oczy.
- Coo ? Niee.- powiedziała, blondyn patrzył na nią -. coś mi do oka wpadło, po prostu.
- Taa.. coś do oka wpadło...
- Co to za gadanie ! Dalej mamy odcinek do nakręcenia ! - krzyczał reżyser przez megafon. Ross i Laura wzięli się do roboty i zaczęli grać.

W tym samym czasie w domu Lynchów. Wszyscy wstali o 10. Zeszli na śniadanie, które według umowy miał robić Riker. Wszyscy na śniadanie zażyczyli sobie jajecznice. Riker wziął się za robienie posiłku., a reszta rodzeństwa i Ratliff przypatrywali się.
- Więc Riker.. - zaczęła siostra - Jak to jest robić jedzenie dla wszystkich ?
- Yyy.. trochę nie ogarniam.. ale daję radę - odparł z uśmiechem.
- Haha.. to może będziesz tak robił codziennie ? - spytała.
- O nie ! Albo mam pomysł...
- Jaki ? - zaciekawił się Rocky.
- Taki, że codziennie kto inny będzie robił posiłki.. Każdy po kolei.
- Coo ?! Ale jak to ? - zaniepokoił się brunet.
- Tak to, a zaczniemy kolejkę od ciebie. - powiedział Riker i wskazał na Rocky'ego.
- To ja wam spalę cały dom.
- O niee.. przecież jest książka kucharska, tam wszystko jest - radził najstarszy.
- Taa.. już to widzę. A wiadomo kiedy rodzice wrócą ? - spytał Rocky.
- Pisałem z mamą... i napisała mi, że prawdopodobnie za 6 dni. Oo.. czyli wychodzi na to, że w każdy jeden dzień jedna osoba. - powiedział najstarszy.
- Taaa. Dobra zajmij się jajecznicą - burknął Rocky.
- Ja tutaj mam wszystko pod kontrolą. - uspokoił najstarszy.
- To super, że masz teraz wszystko pod kontrolą.. tylko, że ja jutro nie będę miał.
- Będziesz.. to nie jest takie trudne. - zapewniał brat.
Po 5 minutach jajecznica była już gotowa. Podał wszystkim talerzyk i zaczęli jeść. Po posiłku Rydel stwierdziła, że pójdzie się przejść. Na dworze nie było za przyjemnie. Niebo było zachmurzone, przy czym wiał wiatr. Żaden z chłopaków nie chciał iść z siostrą na spacer, więc poszła sama. Przeszła się do parku, rozmyślając na tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło. Myślała także o Nicole i tym mężczyźnie, który rzekomo jest jej kuzynem. Ale Rydel w to nie wierzyła. Mimo, że znowu była jej przyjaciółką już nie miała takiego zaufania. Przechodziła właśnie koło rzeczki. Nagle zauważyła Nicole siedzącą na ławeczce znowu z tym 'kuzynem'. Tym razem nie odpuściła, tylko podeszła do pary.
- Cześć Nicole - przywitała się Rydel, wychodząc z znienacka. Nicole spojrzała na nią z wielkim szokiem.
- Rydel ! Co ty tu robisz ? - spytała.
- Poszłam się przejść.
- Taa.. wiesz, możemy przez chwilkę pogadać na osobności ? - spytała Nicole.
- Ok. tylko nie wiem co na to twój kuzyn...- blondynka spojrzała na faceta siedzącego i przyglądającego się całej sytuacji.
- On nie będzie miał nic przeciwko - powiedziała Nicole za niego, przyjaciółki poszły parę metrów dalej od ławki.
- To o czym chcesz pogadać ? - zapytała Rydel
- Powiedz, czy ty mnie śledzisz ? - spytała wprost brunetka.
- Nie, przecież mówiłam, że poszła się przejść...tak znowu wyszło, że ciebie zobaczyła z twoim 'kuzynem' - powiedziała zaznaczając wyraźnie słowo 'kuzynem'.
- Co ? Nie wierzysz mi, że to jest mój kuzyn ? - udawała zdziwioną.
- No jakoś nie.
- Dlaczego?
- Bo wiem, że jesteś do tego zdolna.
- Do czego zdolna ? - podpytywała Nicole.
- Do wszystkiego.- odparła bez zastanowienia blondynka i dodała - Nicole.. jesteśmy przyjaciółkami.. powiedz mi prawdę.. Mi możesz zaufać. - powiedziała Rydel, patrząc w oczy przyjaciółki, która przez chwilę się zastanowiła i odwróciła wzrok patrząc się w ziemie.
- Prawdę ? Prawda jest taka, że to jest mój kuzyn - powiedziała patrząc się cały czas w ziemie.
- Tak ? Taka jest prawda ?
- Tak.
- Aha. Mam nadzieje, że mnie nie okłamujesz. - powiedziała Rydel.
- Taa. Mówiłam.. zmieniłam się ! Już nie kłamię.
- To dobrze.
- Wybacz, ale ja już muszę iść. - powiedziała Nicole - To paa.. - skierowała się do nudzącego się już mężczyzny, który cały czas siedział na ławce i patrzał na dziewczyny.
- Paa - odpowiedziała. Jeszcze chwilę stała i patrzała na parę, która kierowała się do samochodu, stojącego tuż przy parku.  Wsiedli w niego i pojechali. "Dlaczego ona spotyka się ze swoim kuzynem w parku ? Nie mogłaby go zaprosić, do domu i tam z nim porozmawiać ? Trochę to jest dziwne, ale Nicole powiedziała, że to jest jej kuzyn.. Jak się naprawdę zmieniła, to by mi znowu nie kłamała..raczej" myślała Rydel i następnie skierowała się do domu. Droga do domku zajęła jej jakieś 10 minut. Gdy weszła do środka, była godzina 14. Rocky brzdąkał sobie coś na gitarze, a Ratliff i Ryland oglądali telewizję. Rikera nie było w domu.
- Hejj ! Już jestem ! - powiedziała i usiadła obok Ratliffa na kanapie.
- Hej ! I jak było ? - spytał przyjaciel.
- Trochę zimno. A nie zgadniecie kogo spotkałam.. - zaczęła blondynka.
- Kogo ?
- Nicole.
- O boże.. Nicole ! - powiedział irytująco Rocky. - I co.. ?
- Nic.. była ze swoim kuzynem w parku. - odparła Rydel.
- Z kuzynem ? - zapytał znacząco brunet.
- Tak mi powiedziała.
- I ty jej wierzysz ?
- Tak.. chyba...albo nie wiem.. nie wiem co sobie myśleć. Ale skoro ona mówi, że się zmieniła, to chyba można jej wierzyć. - powiedziała blondynka.
- O ho.. właśnie "chyba" czyli masz wątpliwości. - odparł Rocky.
- No mam wątpliwości. Jak ona mnie okłamała i się okaże, że to jest jej kochanek.. to to już koniec. Już jej nigdy, prze nigdy nie zaufam. Dałam jej teraz drugą szanse, ale no cóż.. czas pokaże. - mówiła blondynka i następnie rozejrzała się dookoła - A gdzie jest Riker ?
- Poszedł po zakupy. Przecież on dzisiaj robi nam obiad. - odparł Ryland.
- Haha.. i co zrobi na obiad ? Mówił coś ?
- Powiedział, że spagetti.
- Oo.. dobre. - ucieszyła się.
Posiedzieli jeszcze chwilę oglądając telewizję, gdy nagle do domu przyszedł Riker z siatkami, które od razu zaniósł do kuchni. Następnie zajął się robieniem obiadu.
- A Ross przyjdzie na obiad ? - krzyknął z zapytaniem z kuchni.
- Powinien być około 17 - odkrzyknęła siostra, nawet nie ruszając się z kanapy.
- To też mu zrobię, bo pewnie głodny przyjdzie. Najwyżej sobie odgrzeje. -odparł i zaczął robić. Po 30 minutach spagetti było już gotowe. Wszyscy już trochę zgłodnieli, więc poszli zjeść posiłek. Była godzina 15:30, nagle do domu przychodzi Ross.
- Ross ? Co tak wcześnie ? - spytała zdziwiona Rydel.
- Nie daliśmy rady nagrać ten odcinek do końca  - powiedział smutno.
- Co ? Dlaczego ?
- Bo Laura nie mogła się skupić na roli. Co chwilę była rozkojarzona, zapominała tekstu. I wszyscy stwierdzili, że to nie ma sensu.
- A co z nią ? - dopytywała siostra.
- Nie wiem, od rana taka dziwna była. Od 9 była już na planie i to z jakimś jej chłopakiem. Tylko ten facet jakiś dziwny jest. Od razu był do mnie wrogo nastawiony, tylko, że ja mu nic nie zrobiłem. No i później gdy się zbierałem się do domu i przechodziłem obok jej garderoby, to słyszałem rozmowę Raini i Laury. Laura płakała i coś mówiła, że się pokłóciła z Nick'em. - mówił Ross.
- Biedna Laura... może zaprosimy ją ? - zaproponowała Rydel.
- Nie wiem.. w sumie czemu nie. - zgodził się Ross - Albo mam pomysł. Może jutro zrobimy wielką imprezę...
- Znowu impreza ? - przerwał Rocky.
- Tak. W końcu musimy korzystać z wolności, gdy nie ma rodziców, co nie ? Ii.. zrobimy Laurze niespodziankę. Ona będzie myślała, że zapraszamy ją tylko na kawkę i pogaduchy, a tak naprawdę zrobimy wielką imprezę. - zaproponował blondyn uśmiechając się, zapadła cisza. Wszyscy patrzeli na siebie bez słowa - Więc co o tym myślicie ?
- Jestem za - powiedziała pierwsza Rydel, która bardzo lubiła Laurę.
- Super, kto jeszcze ?
- Okej, niech wam będzie - zgodził się Riker. - Ale wy później sprzątacie, po imprezie - uprzedził.
- Dobrze, ja posprzątam. - powiedział młodszy.
- Czyli, że kto ma przyjść ? - zapytała Rydel.
- Wszyscy znajomi. Mogą też przyprowadzić swoich znajomych. Może się pozna nowych ludzi. - odparł zadowolony Ross. On chciał trochę pomóc Laurze w trudnej chwili, aby się rozchmurzyła i była radosna.
- Ok, to od jutra działamy - zgodził się Riker.
- Wy działacie.. Ja jutro muszę iść dokończyć nagrać odcinek. Od razu przywiozę wam Laurę, okej ? I wezmę też Raini i Caluma. - mówił Ross.
- Dobra.
Wszyscy ustalili wszystko. Kto kogo ma zaprosić i takie tam. Następnie sporządzili listę zakupów. Oczywiście ma być dużo alkoholu. Następnie trochę po ogarniali dom i poszli spać.




Heeeej :)
Mamy 11 rozdział. :) Dlaczego ja dodaję dzień po dniu ? Powinnam jutro dodać, ale Sylwia chciała abym dzisiaj dodała, więc się zgodziłam ^^ 
Wow.. trochę długi wyszedł, ale tak to jest, gdy się czeka na Sylwię aż wróci ze szkoły. :D 
Dobra teraz co do rozdziału..  żeby nie było, Ross i Laura to przyjaciele. :) No i jak widać szykuje się kolejna impreza ^.^





One Direction - Kiss You <3